Idę Sienkiewicza obładowany torbami, gdzieś na spodzie wetknięty aparat. Po drugiej stronie ulicy facetowi odpadło koło od wózka inwalidzkiego. Zwyczajnie odpadło i się poturlało po chodniku. I co? Podchodzi do niego facet w garniaku z biurowca oraz matka z dzieckiem i wspólnymi siłami zakładają mu to koło. Murowane World Press Photo, zdjęcie warte więcej niż tysiąc słów itd. Rzucam torby na chodnik, wskakuję w sam środek aby wyciągnąć aparat, odpalam, zdejmuję dekiel, odwracam się i widzę to:
Noście ZAWSZE aparaty na szyi, a najlepiej przyczepione na Kropelkę do oka.











